Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/402

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Może te ptaki, co płyną w lazurze,
Wśród ostrych dźwięków mnie porwą ku górze.
Bo swej nie ufam ja sile.

CHÓR.

Ty sam nieszczęsny, nie żaden los srogi,
Zgnębiłeś siebie, bo gdyś mógł rzecz ważyć,
Miast lepszych gorsze wybrałeś dziś drogi.

FILOKTETES.

O ja nieszczęsny, zmiażdżony przez ciosy,
Więc chyba nigdy już mi się nie zdarzy,
Bym ludzkiej dojrzał tu twarzy
I tu uśmiercą mnie losy.
O biada, biada!
Strawy nie dadzą mi lotne już bronie,
Ani je ujmę w me dłonie,
Głos zdradny, skryty owładnął mym duchem.
O niechbym ujrzał ja tego, co kaźnie
Ukuł te na mnie, jak los go doraźnie
Równym przywali obuchem.

CHÓR.

Wyroki bogów, nie moje cię zdrady
Tknęły; na innych mieć straszne te klątwy,
Strach, byś przyjaznej nie odrzucił rady.

FILOKTETES.

       1023—1169 Biada, nad siną on pewnie gdzieś tonią
Siedzi i szydzi, rad z mojej niesławy,
W ręku wstrząsając tą bronią,
Co w nędzy niosła mi strawy
I której nie tknął nikt jeszcze z śmiertelnych.
O łuku, o ty wydarty z rąk dzielnych,