Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/399

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Którą on zrządzał, mnie zaś wyrządzano.
Twa bo zła dusza w ukryciu zczajona
Jego wbrew woli i wbrew przyrodzeniu
       1015 Ku tej przewrotnej nagięła zmyślności.
I teraz chcesz mnie, nędzniku, we więzach
Z tych uwieść brzegów, gdzieś sam mnie porzucił
Bez serc, bez domu, jak trupa wśród żywych!
O hańbo!
Zgiń! Tak ja kląłem częstokroć już tobie,
       1020 Lecz, że mnie bogi swą łaską nie darzą,
Żyjesz ty szczęsny, a ja się tem dręczę,
Iż wśród tak wielu utrapień żyć muszę
I pośmiewiskiem być twojem i obu
Synów Atreusa, których ty pachołkiem.
       1025 A przecież podstęp i gwałt ciebie zmusił,
Żeś z nimi ruszył, a mnie zaś nędznego,
Którym wypłynął po własnej mej woli
Z siedmiu okręty, haniebnie rzucili,
Jak twierdzisz, oni; zaś oni cię winią.
       1030 Po cóż mnie teraz więc gnać i porywać,
Mnie, którym niczem i dawno wam zmarłem?
Jakże nie byłbym ci, bogów zakało,
Chromym, cuchnącym? czyż skoro popłynę,
Czy krwią czy płynem wam ujdzie czcić bogów?
       1035 Boć to był powód, żeś ty mnie wyrzucił.
Zgińcie wśród hańby; bogowie was schłoszczą
Za los mój, jeśli o prawo się troszczą.
A to ich troską; bo po mnie nędznego
Nie słalibyście okrętów przez morze,
       1040 Gdyby nie gnały ościenie was boże.
Ojczysta ziemio, opiekuńcze bogi
Pomstę, o pomstę, choć w późne gdzieś doby