Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mnie tak samego, gdzie bliźnich ni śladu,
Lecz albo zabierz do swojej ojczyzny,
Lub na Eubeję, gdzie rządzi Chalkodon.
       490 Stamtąd do Ojty nie długa przeprawa,
Do gór Trachińskich i rwących Spercheja
Toni już będzie; a niechbyś mnie ojcu
Drogiemu stawił, jeśli się staremu,
Jako się trwożę, nie zmarło; bom często
       495 Słał ja do niego orędzia przez obcych,
By przysłał okręt i wziął mnie do domu,
Lecz zmarł on, albo też posły, jak bywa,
O moją mało troskając się sprawę,
Sami do swoich kwapili się domów.
       500 Lecz ty, bo znajdę zbawcę i zwiastuna
W jednej osobie, miej litość i ratuj.
Życie wszak groźne, a ludziom los zsyła
To powodzenia, to klęski na przemian.
Więc gdy nie cierpisz, bacz na to, co grozi,
       505 A gdy kto w szczęściu, strzedz mu się wypada,
Czy gdzie w ukryciu nie czyha nań zdrada.

CHÓR.

       507—518 Zlituj się książę! wyznał, jak strasznie się znoi,
Niech klęsk takich nie znają przyjaciele moi!
Jeśli zaś ku Atrydom ty żywisz gorycze,
To ja złości ich temu na dobre policzę
I chętnie bym go przewiózł, gdzie pragnie, do domu,
Na łodzi chyżej, wartkiej i tem się ochronił
Od bogów zemsty i gromu.

NEOPTOLEMOS.

Bacz ty, byś teraz nie zbyt był pochopnym,