Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przez ciebie przyszły, nie ze mnie mi płyną
I nie chciałabym twym bólem choć drobnym
       1305 Zysk mój okupić; bo takbym niepięknie
Się przysłużyła dla chwili obecnej.
A przyszłość chyba znasz, jeżeli powiem,
Że Egist teraz nie gości w tych murach,
Matka zaś w domu; nie trwóż się by ona
       1310 Twarz mą ujrzała zjaśnioną radością.
Bo wstręt mi dawny aż wpij się w głąb duszy,
A łez radosnych nie zniecham już nigdy
Ujrzawszy ciebie; jakżebym zniechała,
Ja która ciebie za jednym obrotem
       1315 Widziałam żywym i zmarłym — cud istny;
Toć gdyby rodzic mój żyw tutaj stanął,
Już bym bez dziwu wierzyła mym oczom;
Więc skoroś przybył mi takim sposobem,
Pocznij jak uznasz; mnie bowiem tu samej
       1320 Z dwojga by jedno przypadło w udziale,
Albo żyć podle, lub zginąć wspaniale.

ORESTES.

Milczeć mi teraz — bo słyszę przy wyjściu
Niejakie szmery.

ELEKTRA.

Wejdźcie, o przybysze,
Zwłaszcza dźwigając coś, czego od progów
       1325 Nikt nie odtrąci, nie przyjmie radośnie.

PEDAGOG.

O wy niemądrzy i próżni rozwagi,
Czy już nie dbacie zupełnie o życie,
Czy też rozsądku nie dała przyroda,