Strona:PL Sofokles - Antygona (Kaszewski).djvu/57

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Łza po łzie na piersi spada.
    Tak i mnie dłoń Przeznaczenia
    Uśpi w powłoce z kamienia.


    Chór.

    Lecz ona od bogów wszak ród swój wywodzi,
    Nas zasię śmiertelnych śmiertelna krew rodzi;        30
    Więc tobie wyroki snać chluby przyczynią,
    Gdy masz się choć w skonie porównać z boginią.


    Antygona.
    (Strofa 2).

    Przebóg! szydzi ze mnie lud.
    Cóż tak wcześnie mnie szarpiecie?
    Toć ja jeszcze żyję przecie;        35
    Czekajcie, niech umrę wprzód.

    O rodzinne miasto moje!
    Cni mężowie! Dyrki zdroje!
    O tebańskie święte gaje!
    Ja na świadki wzywam was,        40
    Jaką gorycz mi zadaje
    Lud mój w ciężki dla mnie czas:
    Gdy okropne prawo mnie
    W grób kamienny żywą śle.

    O jakie ja nieszczęśliwa!        45
    Ni to zmarła, ni to żywa;
    Ni mnie z ludźmi dziś na ziemi,
    Ni z duchami podziemnemi.


    Chór.

    Na prawo się targnąć ważyła twa buta!
    Oj, córko! to pewnie za ojca pokuta.        50


    Antygona.
    (Antytrofa 2).

    Oj, najkrwawszą serca ranę
    Ty rozdzierasz temi słowy,
    Wspominając los ojcowy
    I Labdaków klęski znane.
    Nieszczęsny-ż ślub! Matko miła,        55
    Czemuś syna poślubiła;
    Bym ja, sprosnych związków dziecię,
    Tak cierpiała na tym świecie!...