Strona:PL Sofokles - Antygona (Kaszewski).djvu/47

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    Ismena.

    W czemże ci przecie mogę być usłużną?


    Antygona.

    Usłuż ty sobie, nie chcę ci być dłużną.


    Ismena.

    Nie chcesz, bym śmierć twą dzieliła? och, biada!


    Antygona.

    Tyś była życiu, ja zaś śmierci rada.


    Ismena.

    Och! Czemuś mojem zdaniem pogardziła!        180


    Antygona.

    Każda wybrała rzecz, jaka jej miła.


    Ismena.

    Za wspólny błąd niech wspólna kara spada.


    Antygona.

    Ty żyj! ja-m duszą umarła zamłodu
    I dziś ja-m tylko sługą zmarłych braci.


    Kreon.

    Z tych dwojga dziewek, ta, dziś rozum traci,        185
    A tamta, widzę, nie miała go z rodu.


    Ismena.

    Królu! gdy człowiek z losem złym się biedzi,
    Najtęższy rozum w miejscu nie dosiedzi.[1]


    Kreon.

    Twój odbiegł, skoro chcesz ginąć ze złemi.


    Ismena.

    Bez siostry cóż mi po życiu na ziemi?        190


    Kreon.

    Trudno, od dzisiaj już jej życie kona.


    Ismena.

    Wszak to twojego syna narzeczona.


    Kreon.

    Niewielka strata; czyżto niewiast mało?


    Ismena.

    Czyż to ich z twojej ręki spotkać miało?[2]


    Kreon.

    Nie chcę dla syna tak niegodnej żony.        195


    1. „Królu! gdy człowiek“ itd. Ten dwuwiersz pięknie przełożył K. Morawski:

      O władco! w ludziach, zgnębionych nieszczęściem,
      Umysł się chwieje pod ciosów obuchem.

    2. „czyżto niewiast mało?“, Dosłowniejszym jest przekład K. Morawskiego: „Są inne łany dla jego posiewu“