Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo niesłusznie do spółku ludzkiego przychodzą
Ci którzy, mogąc, sobie podobnych nie rodzą —
Owszem, światłości dziennej zażywać niegodni,
Że drugim nie podają żywotniej pochodni.
Przetoż niechaj przede mną, kędy chce, kto stroni,
Ujrzy, jeśli hardego pióra nie uroni.
Doznał mię Polifemus, niegdy syn Neptunów,
Chociaż się bogów nie bał ani ich piorunów,
Skorom mu tylko gładką Galateę schwalił,
Wszytek się, jako Etna siarczysta rozpalił,
Że z jamy jego ciemnej gęsty dym wypadał,
Że też on krwawożerca, który ludzie jadał,
Galantować się umiał: w pojśród oceana
Ciało olbrzymskie kąpał stojąc po kolana,
Nauczył się grabiami poczesać czupryny,
Sierpem brody przystrugać, dla młodej dziewczyny,
Często z stodziurnej surmy piszczek jednooki
Ogromne głosy na wiatr wypuszczał szeroki,
Nie jednego nieźwiedzia dla kożucha zabił,
Żeby tylko do siebie Galateą zwabił.
Wtąż mężnemu Pelidzie Pryjamowa córa
Podobała się, chociaż brata jej Hektora
Na placu położywszy, trupokupcą został,
Starał się, aby grzecznej Polikseny dostał;
Ojciec był nie od tego, dlategoż pan młody
Bezbronny do Cyntego kościoła na gody
Przyszedł, ale niż wiarę Pryjamównie ślubił,
Przy ołtarzu go Parys niemęski zagubił.
Nie wspominam dziewoi twojej Enomanie
Uchodzącej zalotów na prędkim rydwanie;
Wszak jej nie ratowały woźniki obrotne?
Ani poszosne, ani wozy bystrolotne?
Kiedy własny forytarz wydał ją na jatki,
Skoro do niej wyjechał Tantalowic gładki.
Wszak i ty Rozymundzie zaledwieś wyczytał
Imię półbrata mego, kiedyś się go chwytał;
Jeszcześ go z twarzy nie znał, aniś jego krzywych
Słuchał obietnic, ani fortelów zdradliwych —
A już w niewinnych latach zamysłami twemi
Bujałeś równo z jego pióry pierzchliwymi.
On się nad tobą pastwił za twą ludzkość srodze,
Oczy twoje dał ślepej chciwości za wodze;
Ilekroć się do serca wemknął on gość chytry,
Wznieciwszy gorzki ogień z smrodliwej saletry,
Kuźnie swoje założył, tam swe strzały kował,
Tam je ostrzył, tam twoją krwią one hartował.
Ty zasię swej krewkości zostawszy rozrutnym,
Obrałeś z towarzyszem przestawać okrutnym,
Wolałeś swe zabawy mieć z niemiłosiernym
Zabójcą, niźli ze mną, przyjaciel wiernym.