Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak twoja Filoreta lubo odpoczywa
W bogu, między nami jest do tej doby żywa:
Postępki jej pobożne, święte i okrzętne
Obyczaje, są jeszcze u wszystkich pamiętne,
Nie odniósł dotąd skazy i śmiertelnej rany
Żywot jej czysty, próżen wszelakiej przygany;
Żyje twa Filoreta, prócz słabego ciała
Więcej jej skazitelność nic nie odebrała;
Żyje oraz dwojako i żyć będzie wiecznie,
Na ziemi dobrą sławą, a w niebie obecnie.
Jako słońce gdy w wieczór oczom ludzkim zgaśnie,
Zaraz wschodzi u Indów podziemnych: tak właśnie
Stało się ulubionej twojej Filorecie;
Zapadła grubą chmurą śmierci na tym świecie,
Ale w ziemi żyjących jej złote powieki
Jaśniejszem światłem pałać poczęły na wieki,
Tylko że nieprzebyte, nie zbrodzone morze
Zabrania nam przystępu do tak ślicznej zorze
Nie inaczej, gdy w nocy ciemnej świat utonie,
A Cyntia po niebie pędzi blade konie,
Stoją gwiazdy w ogromnym szyku, aż ci zda się,
Że jedna z ich szeregu nagle urywa się
I na dół prędkim pędem po powietrzu leci,
Rzekłbyś, że już zagasła, ani więcej świeci;
Lecz ona nie upadła, ani lądu doszła,
Tylko na insze miejsce z nieba się przeniosła:
Tak Filoreta zaszła tu śmiertelnym cieniem,
A na empirze pała weselszym promieniem.
Darmo tedy do truny zbutwiałej pozierasz,
A widząc jej postaci odmianę, umierasz;
Próżno narzekasz, że jej gołębicze oczy
Ropą zawrzały, a twarz niebieską czerw toczy,
Ponieważ ślicznej duszy i wnętrznej istoty
Żaden wiek, żadne czasów nie zmienią obroty.
Cokolwiek z ziemi miała, ziemi się dostało,
Duch jako z nieba wyszedł, tamże poszedł cało.
Ciała nasze podobne są podróżnej szacie,
Którą gdy pielgrzym zrzuci gdzie w gościnnej chacie,
Prędko ją mól pożyje, abo sama zgnije,
Pątnik zdrowym zostawszy postaremu żyje.
Tak człowieczeństwo nasze lubo śmierć pożera,
Nie wszystek jednak człowiek zarazem umiera,
Duch jako ziarno czyste idzie do spiżarnie
Boskiej, ciało z plewami obraca się marnie.


Olifir.

O miejsca uciech pełne przy mej gospodyni,
Po jej zejściu podobne do dzikiej pustyni,
Lube moje pagórki! gorzko was przypłacam,
Nigdy bez płaczu ku wam oczu nie obracam,