Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przecie powołoszczyzny i tam im dobodły,
Ledwie na ostatni hak Polskiej nie przywiodły,
Że już na cienkiej nici Korona wisiała,
Sam tylko bóg ją trzymał, że się nie urwała,
Jakom słyszał od księdza lackiego w niedzielę,
Kiedym był na kazaniu z sąsiady w kościele;
Tenże przypomniał krówkę, co się lągnie w gnoju,
Skarabrusem ją nazwał, jakoby do boju
Przyszedłszy z bystrym orłem tak długo swojemi
Glutami nań strzelała zawsze smrodliwemi,
Aż one czerepachę pan lotnego ptastwa
Musiał jednać niemogąc znosić jej plugawstwa;
Bowiem i na wysokie drzewa za nim lazła
I na Jowiszowym go podołku nalazła —
Tak, prawi (kaznodzieja tenże mówił) dzieci!
Z szpetnym nieprzyjacielem wojna państwa szpeci.


Wojdyłło.

Raczej to panom, niźli nam należy wiedzieć,
Chociaż przed tą gawędzią i my się wysiedzieć
Nigdzie nie mogli jako żywi, tak umarli;
Dobrze, że się do nieba samego nie wdarli
Niezbożni olbrzymowie; aleć nie potrzeba
Na wojnę świętokradzką chodzić im do nieba,
Naleźli i na ziemi, jako z bogiem mieli
Walczyć, kiedy czartowskie ręce podnieść śmieli
Na kapłany i służby bogu poświęcone,
Na budynki imieniu jego wystawione;
Gdy świaszczeników, chociaż do cerkwi uciekli,
Przy ołtarzach jak bydło na ofiarę siekli.
Że krew, która z tułowów ściętych wypryskała,
Nieraz oczy Przeczystej w obrazie zalała,
Gdy malowanym świętym gęby wycinali,
Oczy kłóli, z janczarek jak żywe strzelali;
Kiedy piekielnym ogniem i pańskie przybytki
I trupy w nich pobite zapaliwszy wszytki,
Jako całopalone przed dawnemi laty,
Z dymem prosto ku niebu puszczali obiaty.


Dorosz.

Wierzę, że to nie ludzie w złościach tak uparci,
Raczej byli w człowieczech ciałach skryci czarci,
Ponieważ na cześć boską, tajemnice święte
I pomazańce ręce rzucili przeklęte,
Do tego prawosławnych cbrześcian tak wiele
Pomordowali oraz na duszy i ciele.


Wojdyłło.

Ludzieć byli, ale tak z ludzkości obrani
Właśnie, jakby z podziemnej wypadli otchłani,
Oprócz wierzchniej postawy i głosu ludzkiego
Nic więcej niemający w sobie człowieczego;