Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak głownia wyszuszona tłustej siarki syta
Prędko do siebie pożar pałający chwyta.
O jako wiele razów smętna białogłowa
Nie mogąc się doczekać łagodnego słowa
Z ust jego pełnych buty, sama pierwej chciała
Wdać się w rozmowę, lecz wstyd panieńskiego ciała
Mocno jej tego bronił, tylko w sercu kryła
Żądze one, a sobie tak cicho mówiła:
Ogniu mój, mój Narcyzie! tóż mię srogo pieczesz,
Czemu milczysz, czemu mi słoweczka nie rzeczesz? —
Alić szczęście zdarzyło: pilnując myślistwa
Narcysus odjachał był swego towarzystwa
Daleko, tamże długo po puszczy głębokiej
Tułając, pod pochyły wjachawszy opoki,
Krzyknął: Gdzieżem to ja jest? — Oto ja jest, mówi
Echo. — On zadumały na to jej odpowie:
Ktoś jest? przychodź sam. — Chodź sam, zarazem usłyszy,
Myśli, kto z nim rozprawia w tak odległej ciszy?
Znowu rzekł: Nie uciekaj. — Nie uciekam, ona
Odmówi. On — jeźli twa wola nie jest płona,
Zejdźmy się z sobą. — Zejdźmy, rzekła i bogini
I już ku niemu z ciemnej wybiegła jaskini
Z tą nadzieją, aby twarz jego okazałą
Całowała; ale on ujźrawszy płeć białą
Pierzchnął na stronę, tak ją w zamysłach oszukał
A, co większa, słowy ją surowemi sfukał:
Pierwej ja w twardej nocy pogrążony siędę,
Niżeli do zalotów twych powolnym będę. —
Będę powolną, rzekłszy Nimfa oczy łzami
Zalała, czoło jasne zwiędłemi listami
Otoczywszy zniknęła, do którego czasu
Zelżona nie wychodzi z pokrytego lasu;
Przecie zawziętych chęcić utracić nie chciała,
Ale trapiąc niespaniem młodość swego ciała,
Po puszczy ustawicznie narzekając głuchej,
Pozbyła barwy wdzięcznej, a z jej skóry suchej
Krew niegdy żywą ogień wyniszczył miłości,
Tylko głos przy niej został, a zgorzałe kości;
Opoczyste przyjąwszy na się przyrodzenie,
Podziśdzień odpowiedne zostały kamienie.
Takowej niewdzięczności na boginią zażył
Narcyzus, taki w pannach brak czynić się ważył;
Nie pierwsza to dziewica wzgardzone podnosi
Ręce do nieba, pomsty nie pierwsza nań prosi:
Daj, żeby go za jego postępkiem upornym
Bóg skarał przyjacielem hardym i niesfornym.
Tym modlitwom Nemezys mściwa uszy dała,
Narcyzowi karanie takie zgotowała:
Był zdrój przy lesie owym jako krzyształ czysty,
Wydając z swych wnętrzności potok wiekuisty,