Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pustoszyć poczynali żyzne ruskie pola,
Ogniem i mieczem niszcząc nieobronne sioła,
Natychmiast za przestrachem niespodzianej trwogi
Uchodzić prędko począł wiejski lud ubogi:
Część na grzeskie jeziora, część do gęstych lasów,
Część ich zbiegła w budowne zamki. Tychże czasów
Filoret, syn Florydy na miejsce świebodne
Unosząc zdrowie, miasto nawiedził dwójgrodne,
Pierwsze w rosyjskim kraju; ten, acz mały rodem,
Jednak za rozsądnego dowcipu powodem
Pierwszą młodość poświęcił ślicznej Pierydzie,
Z którą na Helikonie i kwitnącej Idzie
Lata drobniejsze trawiąc, sprzęgać rymy sforne
I pieśni uszom ludzkim podawać wydworne,
Przytem mądrze uderzać w czterdzieści pięć strony,
Abo flety miarkować dobrze wyćwiczony,
Kiedy — przez jeden miesiąc, gdy się ledwie bawił —
Nowy postrzał do serca Knpido mu wprawił,
Albowiem tychże prawie dni Bineda młody
Z nadobną Rozaliją odprawował gody,
Przy nich skoro Filoret obaczył Fedorę,
Przezacnego Jankuły ukpchaną córę,
Skoro jej serce swoje podał na ofiarę,
Ona mu także słówek darowała parę:
Zakochał całą duszą; choćże potem trwogi
Ustały, gdy nad Rosią on Muradyn srogi
Pole na głowę stracił z dwunastą tysięcy,
Przed Doroszeńkiem krymskich odbiegłszy miesięcy;
Choćże Filoret, mury pożegnawszy ludne,
Dziedziczny dóm nawiedzał, zawsze myśli trudne
Serce mu uciskały, lubo późne zorze,
Lubo rane wstawały, myslił o Fedorze.
Więc oczywiście po nim znać było odmianę:
Już ani towarzystwo, ani ukochane
Rówienników igraszki jemu miłe były,
Lecz go coraz tesknice przykre unosiły —
Aż nakoniec umyślił, bogaty dobytek
I z gospodarstwem wiejskiem sprzęt domowy wszytek
Zpieniężywszy, pożegnać ojczyste zagrody
A zbytniem ukochaniem wetować swej szkody.
Przetoż między skałami i pustemi lasy,
Zdradzając przechadzkami nie wesołe czasy,
Od młodzi i zwyczajnych zabawek uciekał,
Kwoli nieszczęściu swemu żałośnie narzekał,
Tylko się w osobności miłości uskarżał,
A narzekania smutne często te powtarzał:
Zostańcie już bezemnie pola ulubione,
Wonnemi kwiateczkami nadobnie upstrzone,
Zostawajcie i łąki moje ukochane,
Farbistemi ziołami ślicznie haftowane!