Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A jak z krynice, co w każdej godzinie
Wypuszcza potok żywy
Przejźrystem źródłem płynie,
Własnością swą, życzliwy,

15 
Ziółka odżywia i kwiat pożądliwy,


Tak też z mych oczu przez jagody, skoki
Jasne w swojej własności
Mają hojne potoki;
A za me nieprawości

20 
Wilżą piersi łzą pełną wszech gorzkości.


Zatem me serce do Pana wynoszę,
By me występki złosne
Przejźrane były, proszę,
Myśli zeszły żałosne,

25 
Co, jako głodne Harpije i sprosne,


Duszę mą trapią godziny wszelakiej
Strachem, by uczajony
Wąż nie brał chluby jakiej,
Nad mię władzą zmocniony;

30 
A ja, bym nie był w wieczną śmierć wrzucony.


Bo zmysł, prze długi zwyczaj okrutności
Pełen, złosny, panuje
A zdradą wszech wdzięczności
Serce zwodząc zyskuje

35 
I w zwykłe błędy drogi mu prostuje.


Duszo uporna, ślepegoś to wodza
Przewodnikiem obrała?
Nędzna, tak ciągną wodza
Jego pochlebstw, byś trwała

40 
A niebezpiecznych dróg nie opuszczała.