Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XCIV.

Zaprawdę, błogo temu, kogo Bóg nawiedza,
A głupi, kto go za to chwałą upośledza.
Bo ten jest, co zasmuca, ten jest, co weseli,
Ten jest, co żywot dawa i ten, co z nim dzieli.

Z sześci niebezpieczeństwa on cię wyswobodzi,

A siódme cię nie dotknie, bo on w to ugodzi;
W głodzie broni od śmierci, od miecza na wojnie,
Od bicza[1] ust wszetecznych, dobrem uczci hojnie.

Dostatek wszego ujźrysz, a kiedy potrzeba,

10 
Niemy zwierz przychylnym ci dadzą życzne nieba,

Kamień leżący w roli szkodzić ci nie będzie,
I owszem, do pożytku sam się skłoni wszędzie.

Obaczysz pokój w domu, a czeladkę twoję
Karmiąc, uznasz wesołą wszędy duszę swoję.

15 
Ucieszy cię potomek, a obfitość wszego

Przeniesie liczbę kwiatów i liścia różnego.

Wstąpisz w starości w grób swój, jak kłosek pożęty,
Co w snopiech, czasu swego, do stodół przyjęty.
Doznali tego inszy, okaż i mnie, Panie,

20 
Że każdy skutek weźmie me w tobie ufanie.


Obrażali głupstwo me, racz być stróżem moim,
A pomóż, bym tu chodził w rozkazaniu twojem;
Uczyń koniec uciskom, bo to czuję w sobie,
Że dziękować za łaskę pewnie będę tobie.



XCV.

Rzeki z siebie puszczają oczy, Panie, moje,
Że lekce poważyły przykazanie twoje;

  1. bicia.