Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wybawiałeś je, gdy prosili oni;
Iż ci ufali, nie byli zelżoni.

Gdy im co czynić rady nie stawało,

10 
Skoro się oko ich k tobie udało,

Wysłuchawałeś i zbawiał dla siebie.
By znali dobroć nieprzebraną w niebie.

Częstoś był, Panie, ich sprawą zjątrzony,
A gdyś je karał gniewem poruszony,

15 
Widząc ich ucisk i łzy żałobliwe,

Okazowałeś folgi pożądliwe.

A dziś, kędy są, ojcze, łaski twoje?
Łaski, co z wieków słynęły? Przecz moje
Chęci serdeczne ciału w moc są dane?

20 
Niech w mych łzach będą twe łaski uznane.



LXXVIII.

Proszę, mój Panie, nie pchaj mnie od siebie
Ani opuszczaj, gdy wołam w potrzebie;
Nie daj mi ginąć! Jakoż, wzgardziszli ty,
Będę jako proch od wichrów ubity.

Zbłądziła dusza jak owca stracona,

Nie daj, by była od wilków zjedzona;
Gdyż tych wiele jest, co jej urągają:
„Nie wie Bóg o niej“ wszetecznie wołają.

Ustawa w twoim ratunku, mój Panie,

10 
Gdy oko łza żre, piersi targa łkanie;

Wszytka ma krasa po ziemi spłynęła
Przeto, iż ma złość twą łaskę odcięła.

Pamiętaj, Panie, żem proch starty nogą.
Patrz, jakom zniżon ustawiczną trwogą;