Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


10 
Przyczyńcie się wy, żeby żal odwrócił,

Przed jego nogi nieście łzy rzewliwe,
Owaby, acz nic, w łasce dni mych skrócił.

Jakoż ja w Bodze ufanie prawdziwe
Mam, że snem wiecznym oka nie zasłoni,

15 
Aż mi da widzieć łaski pożądliwe.


Acz dziś odemnie, grzechem wzruszon, stroni;
Widząc dni pełne żalu nieznośnego,
W łaskę mnie przyjmie, pośmiewcy obroni.



LVI.

Gdyż ja Panu ufam, cóż złosnemu trzeba
Mnie, wszetecznie kazać, po górach się chronić,
Iż przeciwny ciągnie z strzałą jadowitą
Łuk, dobrego łowiąc z strony, gdzie bezpieczny?

Co sam Pan postawił, to zły pieczołuje,

Aby mógł wywrócić. Pobożny nie władnie.

Pan w kościele świętym stolicę ma nieba,
Źrenicy swej zleca ubogie; tych bronić
Zwykł. Jego powieki synów ludzkich skrytą

10 
Myśl znają pobożnych i złego wszeteczny

Wiek. Duszy szkodliwy kto złości miłuje,
Te[1] Bóg zniszczy, one sam wywyższa snadnie.



LVII.

Długoż nieżyczliwy weselić się będzie,
Że prośbą mą gardzisz, Panie? Oczy twoje
Zaż wiecznie odwracać na wołanie moje
Będziesz, chcąc żałością mnie utrapić wszędzie?


  1. Tego.