Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ozdobo Izraelska, co w świętych przębywasz,

Przeczże tak przeciwko mnie swych gniewów używasz?
W tobie ojcowie naszy swe ufanie mieli,
K tobie, Panie, wołali, gdy się cieszyć chcieli.

Wybawiałeś je, Boże, według ich nadzieje,

10 
Słuchałeś, gdy prosili. Mnie się inak dzieje;

Alem ja robak, Panie, a nie człowiek iście,
Wzgarda i brzydkość ludzka, baczę to sam czyście.

Kto widzi, urąga mnie, mówi głową chwiejąc:
„Ufał Bogu, wyrwie go“. A ze mnie się śmiejąc

15 
Wzruszają me żałości i w gniew pobudzają;

Niech, Panie, twoję pomstę, niech żal z kaźnią znają.

Boś ty jest, coś z żywota wywiódł matki mojej;
Z dzieciństwa nie miałem ja nigdzie indzie swojej
Ucieczki, bom dobrze znał, żeś na świat wystawił,

20 
A przeto, skorom ożył, tobąm swą myśl bawił.


Nie oddalaj odemnie miłosierdzia swego,
Bo ucisk tuż nademną, a nie wiem inszego,
Ktoby mnie z niego wyrwał; psi mnie obskoczyli,
A złośni swoją radą w koło obtoczyli.

25 
Rozdarli swe paszczeki, jak lwi głodni, Panie;

Za czem w łzy się zmieniło serce, a żal tanie.
Ciało me jak skorupa, wyschły usta moje,
Prze zemdlenie języka czują bole swoje.

W niwecz się obróciły ozdoby i ciało;

30 
Od człeka spróchniałego jestem różny mało;

Nawróć swe oczy ku mnie, ojcowskiej miłości
Wzrusz, strzegąc od zginienia dusze i krewkości.