Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy młodość, jak koń twardousty, bieży

10 
Na raz niedbając, czyń łaskę, a z latem

Daj mi doczekać wieku spokojnego.

Tam dusza wzgardzi — (acz jej dziś należy) —
Rozkosz omylną; a do ciebie za tem
Stęskni się; jak ptak do gniazda swojego.



XXVI.

Bym był wodzem anielskim, nie przyszłoby k temu,
Bym się na wszem spodobał, Panie, bóstwu twemu,
Moc, mądrość, świątobliwość, tak zasiadła w tobie,
Że przed nią rzecz stworzona jest brzydkością w sobie.

Użyjesz przeto łaski, gdy pobaczysz, Panie,

Że się podczas co głupie z mej krewkości stanie,
Gdyż albo złe baczenie i prostota radzi,
Albo sposób dobrego zdradnie w grzech wprowadzi.

Zamierzyłeś mi drogę powołania mego,

10 
Bym był pilen twej chwały; z stanu małżeńskiego

Podałeś mi ten zakon, a pomnięli dobrze,
Prosząc w nim twojej łaski toczyłem łzy szczodrze.

W towarzystwieś mnie mieć chciał. Daj, by się kończyło,
Jakoby z twą czcią a mą pociechą też było,

15 
Skutek mojej nadzieje, którą mam o tobie,

Widząc, niech się weselę, ciebie chwaląc w sobie.

Jeślibyś przecz karać chciał, nie zakładam miary.
Wszakoż proszę, skąd zgodne mająć iść ofiary,
Nie daj zmysłów rozrywać duchowi onemu,

20 
Co się tobie przeciwiać radzi śmiertelnemu.


Z nienawiści, gdy zgrzeszę, karz bez łaski za to,
Lecz miłości zbłądzęli, proszę, pomni na to,