Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A co mają w złym kochanie,
Wzdaj na hańbę, Panie!



XI.

Pan — światło me, którego będę naśladował;
Bóg — mój żywot, tego ja będę czcił, miłował;
Pan — moja moc, ten czyni sam mocne me siły,
Przeto me zmysły będą imię jego czciły.

Ty, Panie, bądź mym stróżem, a pofolguj mało!

Wysłuchaj głos, bo moje gardło już ustało,
Nie kryj oka przedemną, by cierpliwość moja,
Nie wpadła na tę drogę, skąd niełaska twoja.

Bądź Panie przy mnie, proszę, nie opuszczaj wiecznie,

10 
Daj, bym za twą pomoc, chwalił cię bezpiecznie,

Bo mnie ociec i matka mają za obcego,
Gdzież mam iść, jeśli i ty wzgardzisz wygnanego?

Uznaj pokorę moję, który wszytko sądzisz
A serca uniżone swoją łaską rządzisz;

15 
Naucz mnie woli twojej a pomóż w niej chodzić,

Bo bez tego wolałbym w świat się był nie rodzić.



XII.

Biedne leśne ptaszęta gniazda swoje mają,
Zwierzęta w pewnych jamach, w puszczach się chowają,
A syn człowieczy nie ma, gdzieby głowę swoję
Skłonił: takąś nań wylał srogość, Panie, twoję.

Wiadomość, gdzie się rodził, dawszy, toś zasłonił,

By nie wiedział, jak długo żal go będzie gonił,
Długoli żyć na świecie, gdzie głowę położyć,
Kłopoty ustanąli, co go zwykły trwożyć.