Strona:PL Schulz Bruno - Sklepy cynamonowe.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i niecierpliwy, chłepcący napój różowym języczkiem, ażeby po nasyceniu się podnieść żałośnie małą mordkę z kroplą mleka na brodzie i wycofywać się niedołężnie z kąpieli mlecznej.
Chód jego był niezgrabnem toczeniem się bokiem na ukos w niezdecydowanym kierunku, po linji trochę pijanej i chwiejnej. Dominantą jego nastroju była jakaś nieokreślona i zasadnicza żałość, sieroctwo i bezradność — niezdolność do zapełnienia czemś pustki życia pomiędzy sensacjami posiłków. Objawiało się to bezplanowością i niekonsekwencją ruchów, irracjonalnemi napadami nostalgji z żałosnem skomleniem i niemożnością znalezienia sobie miejsca. Nawet jeszcze w głębi snu, w którym potrzebę oparcia się i przytulenia zaspakajać musiał, używając do tego własnej swej osoby, zwiniętej w kłębek drżący, — towarzyszyło mu poczucie osamotnienia i bezdomności. Ach, życie, — młode i wątłe życie, wypuszczone z zaufanej ciemności, z przytulnego ciepła łona macierzystego w wielki i obcy, świetlany świat, jakże kurczy się ono i cofa, jak wzdraga się za-