Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

jej także spieszyć z pomocą, ześliznęła się również z murów i spadła, a podniesiona aż do samej szyi spódnica ukazała oblegającym wszystkie doczesne skarby jej ciała od wschodu do zachodu, wogóle z czterech, stron świata, oraz wszystkie gwiazdy i konstelacje w całym blasku. Odniosła niesłychany sukces. Nie zmieszana wcale, podeszła do dziecka, pocałowała je, a potem dała Głodzi w skórę.
Pewien żołnierz podniecony tem co widział, nie zwracając uwagi na wołanie kapitana, rzucił się biegiem i skoczył do rowu. Czekała nań nieustraszona. Rzuciliśmy jej z góry miotłę. Chwyciła ją i ruszyła mężnie na nieprzyjaciela. Szła ostro do ataku, machając bronią i wymierzając ciosy, a biedny amator kwaśnych jabłek rej terował ciągle, aż wreszcie opuścił pole walki sromotnie pobity.
Wyciągnęliśmy triumfatorkę wraz z dzieckiem na linie wśród obustronnych śmiechów. Sam ciągnąłem, dumny, jak paw, ów sznur, na końcu którego wisiała moja Martynka, ukazując nieprzyjacielowi księżyc w pełni.
Przez cały jeszcze tydzień trwały narady, potem zaś wobec głuchych wieści o zbliżaniu się księcia de Nevers nastąpiła ugoda i to na bardzo korzystnych dla nas warunkach. Przy-