Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Beuwronu, to od lat trzystu przedmiot sporu. Książę ciągnie potężnemi swemi zębiskami w jedną stronę, a my naszemu zębami w drugą. Mniejsze i nie tak potężne mamy zęby, ale nie nawykliśmy puszczać zdobyczy z paszczy.
Ni po jednej, ni po drugiej stronie niema żadnego zacietrzewienia, śmiejemy się wzajemnie, mówimy do siebie: drodzy przyjaciele... jaśnie oświecony książę... ale przeciwnicy czynią wszystko co ich w mocy, by zalać sobie wzajem sadła na skórę i ani im w głowie ustępować choćby piędzi ziemi. Prawdę powiedziawszy, nie przyznano nam nigdy słuszności. Wszystkie trybunały, aż do najwyższego, zadekretowały jednozgodnie po wiele razy, iż nasza łąka nigdy naszą nie była. Wiadomo jednak, że tak zwana sprawiedliwość jest to sztuka robienia... za dobre pieniądze... czarnem tego, co jest białe. To też wyroki sądów mało nas obchodziły. Sądzić, to rzecz sędziów... posiadać, to rzecz nasza. Czy czarna krowa czy biała, rzecz główna — komu mleko dawała... Nam dawała mleko, przeto uważaliśmy ją za swoją. Łąka nie daje coprawda mleka, ale daje różne korzyści. Po pierwsze, był to jedyny w Clamecy kawał gruntu, nie należący wyłącznie do żadnego z obywateli. Będąc tytularnie własnością księcia, była własnością wszystkich