Strona:PL Roboty i Dnie Hezyoda.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tam od Tracyi żywiącej konie, i przez głowy
Zaczepi morze, wzburzy, aż ziemia i bory
Drżą; wyniosłe on dęby i grube sokory
       510 Zwala w górskie czeluście śród żywiącej ziemi,
Wpada tam i lasami trzęsie niezmiernemi.
Drżą i ogon pod siebie chowają zwierzęta,
Nie pomoże im skóra sierścią porośnięta,
Kudły na piersiach: wszystko mroźny wiatr odwinie,
       515 Przebije skórę wołu: ta go nie odstrasza,
I długowłose kozy podwieje; jedynie
Baran roczniak, okryty wełną, Boreasza
Nie lęka się, a stary nabiera swobody.
Wiatr nie wedrze się również w ciało dziewy młodej.
       520 Ta w domu pod opieką bawi macierzystą,
Zgoła jej obca dotąd złota Afrodyta:
Świeże ciało skąpawszy, oliwą złocistą
Namaszcza i spoczywa głęboko ukryta,
Zimą, gdy polip w smutnym zakącie podłogi,
       525 W nieopalanym domu własne zżera nogi,
Bo mu nigdzie już żeru nie wskazuje słońce,
Zwrócone tam na ciemne i ludy i grody,
A szczupło oświetlając Helleńskie narody.
Rogate i bezrogie w lasach mieszkające
       530 Zwierzęta mkną po kniei tłumnie, po dolinie,
Smutno kłapiąc zębami, a dążąc jedynie
Do znalezienia jakiej przed mrozem ochrony
W wydrążonej jaskini. Jak człowiek zgrzybiały
Głowę ma w dół zwieszoną a grzbiet pochylony,
       535 Tak one idą, śnieżnej strzegąc się zawały.
I ty też, radzę, sporządź ochronę na ciało:
Miękki płaszcz a gzło ciepłe, by do stóp spadało:
Tkań niech będzie dostatnia, ubogą obręba.
Taką wdziej odzież, by-ć się włosy nie czochrały
       540 I przy dreszczu na ciele nie stawały dęba.
Postaraj się na nogi o ciżmy skórzane,
Mocno szyte, a wewnątrz futrem wykładane.
Futerko z pierworodka, gdy zima się ruszy,
Rzemieniem spięte włóż na plecy: to ochrona