Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/82

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    XLVI.

    Kto żył i myślał, ten nie może
    Nie gardzić ludźmi; ten, co czuł,
    Wie, jak w zmienionej życia porze,
    Żal niepowrotnych snów go skuł...
    Nie wrócą dawne upojenia,
    Serce zadławi wąż wspomnienia,
    W duszy żałosny płacze dźwięk...
    Wszystko to często nada wdzięk
    Rozmowie... Zresztą mnie z początku
    Raził Oniegin ostrzem słów...
    Później przywykłem... Nęcił ów
    Spór, trującego pełny wrzątku,
    Jego żółciowych żartów moc
    I szydzącego śmiechu noc.

    XLVII.

    Bywało czasem w noce letnie,
    Gdy przeźroczyste niebo lśni,
    Gdy szyba Newy błyszczy świetnie,
    Gdy wkoło całe miasto śpi,
    W uroki wspomnień pogrążeni,
    Dawną miłością zachwyceni,
    Pogodę w sercach czujem znów,
    Siedzimy całą noc bez słów,
    Wiosennym pojąc się oddechem...
    Jak senny więzień w nocny czas,