Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Lecz kiedy wyszedł, każdy wraz
Rzekłby: to wietrzna jest Wenera,
Kiedy włożywszy lekki strój,
W maskaradowy spieszy bój!


XXVI.

Tu, skoro Muza moja splata
Na cześć tualet — rymów rój,
Dla uczonego radbym świata
Opisać ściśle jego strój!
Ten temat byłby smacznym kąskiem,
(Opis jest moim obowiązkiem),
Lecz pantalony, albo frak,
Po rusku — takich słówek brak!
A i tak, nie śmiem się zapierać,
(Spostrzegam to od kilku chwil),
Że mój ubogi mógłby styl
Tych barbaryzmów mniej zawierać;
Toć jam, gdym ongi mores znał,
Akademicki słownik brał!


XXVII.

Zresztą i Muza stawia veto:
Daje mi nowy temat — bal...
Oniegin jedzie tam karetą,
Zdyszane konie pędzą w dal.
W ulicy sennej leżą śniegi...
Ściemniałych domów śpią szeregi...