Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Nie dał mu czerpać z suchych kart
I morałami nie dokuczył...
Na figle — lekkie groźby miał
I do ogrodu z sobą brał.


IV.

A gdy w młodzieńczej burzy porę
Uciekły sny naiwne wstecz,
W czasie, gdy serce mocniej gore, —
Monsieur wygnano z domu precz.
Oniegin pojął dar swobody,
Zaraz się ostrzygł według mody,
Jak dandy błysnął krojem szat
I po raz pierwszy wstąpił w świat.
Językiem Gallów mówił zręcznie
I łatwo listy pisał... Ba!
W mazurze robił lekkie pasy
Umiał się kłaniać nader wdzięcznie.
Czyż więcej trzeba?... Orzekł świat:
»Jest miły, mądry«, — i był rad.


V.

My wszyscy uczym się potroszę.
I to i owo pomnim z klas,
Więc wykształceniem — bardzo proszę! —
Potrafi błysnąć każdy z nas.
Oniegin — pedant (tak surowy
Rzekł areopag salonowy).