Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XXIII.

Tam na niejednej był stronicy
Znaczny paznokcia ostry rys;
I żywiej płonął wzrok dziewicy,
Czytając ustęp obok kres...
I dreszcz się w Tani coraz wzmaga,
Gdy widzi, jaka myśl, uwaga,
Trafiała w serca jego ton
I z czem się, milcząc, zgadzał on.
Tam jakąś kartkę on zagina,
Tu znak na marginesie kładł;
Wszędzie ołówka zdradny ślad
Wydaje duszę Oniegina:
Króciutki frazes, »nie«, lub »tak«,
Wykrzyknik, zapytania znak.


XXIV.

I coraz jaśniej — Bogu chwała! —
Przed okiem Tani staje ten,
Przed którym dusza jej zadrżała,
Kto rzucił ją w dręczący sen...
W czem sens zagadki niebezpiecznej?
Ów dziwak chmurny, niebezpieczny,
Piekieł, czy stref niebieskich twór,
Ten pyszny czart, czy anioł z chmur, —
Któż on?... Cień nędzny, co kopiował
Cudze pomysły?!... Obcych min