Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Wiatr ranny nim kołysał śmiało,
A czasem czerw się w listki wgryzł.
Bywało tam w wieczornej dobie:
Szły dwie dziewice i na grobie,
Spowite w księżycowe mgły,
Objąwszy się, mięszały łzy.
Dziś... zapomnienie tutaj włada;
Do grobu trawą porósł szlak
I na gałęzi wianka brak;
Tylko pod głazem jeszcze siada
Siwiutki pasterz, plecy gnie,
Nuci i łapcie plecie swe.


VIII, IX.

............

X.

Mój biedny Leński!... Wszakże ona
Już wypłakała łez swych zdrój...
Ach! jego młoda narzeczona
Prędko zdradziła smutek swój...
Ktoś inny jej pociągnął oczy,
Ktoś inny pochlebstw jad uroczy
Wlał w serce wietrzne, uśpił żal...
Już za ułanem patrzy w dal...
Ułana kocha sercem całem...
Z nim przed ołtarzem stoi już;