Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Egoistycznie-obojętne
Dla westchnień, hołdów i dla łez.
Cóż kapryśnice wywołały?
To, że wielbiciel ich nieśmiały
Uciekał od surowych słów...
Lecz te umiały przecie znów
Pociągnąć go choć iskrą żalu;
Przynajmniej czasem mowy dźwięk
Słodyczą drgnął, cokolwiek miękł...
I na następnym zaraz balu
Szaleniec zapominał skarg
I biegł w przepaści łamać kark.


XXIV.

Czyliż winniejszą jest Tatjana?
Czemu?! — że nie wie, co to kłam;
Że w blasku marzeń rozkochana
Nie widzi na swem słońcu plam?
Że sztukę ma w miłości za nic,
Że w zaufaniu nie zna granic,
Że ją porywa uczuć głos,
Że ją obdarzył władny los —
Umysłem lotnym, wolą żywą,
Burzliwym wyobraźni tchem,
Nieco dziwacznem myśli tłem,
Sercem ognistem, duszą tkliwą?!...
Któżby kamieniem rzucić śmiał
Za lekkomyślny uczuć szał?!