Strona:PL Puszkin Aleksander - Czarny orzeł.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Lud ucichnął i rozszedł się; podwórze opustoszało; członkowie sądu siedzieli w izbie. Włodzimierz z bólem wyszedł na ganek. Szabaszkin otworzył drzwi i z uniżonemi pokłonami zaczął dziękować Dubrowskiemu za jego łaskawą obronę.
Włodzimierz słuchał go z pogardą i nic nie odpowiadał. „Postanowiliśmy, mówił dalej asesor, za pańskiem pozwoleniem zostać tu i przenocować, gdyż jest już ciemno i pańscy chłopi mogliby nas napaść po drodze. Niech pan z łaski swojej każe posłać nam choć siana w izbie gościnnej; skoro świt odjedziemy do siebie“.
— Róbcie, co chcecie, odpowiadał im sucho Dubrowski; ja tu już nie gospodarz.
Z tem słowem oddalił się do pokoju ojca i zamknął drzwi za sobą.