Strona:PL Puszkin Aleksander - Czarny orzeł.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Szabaszkin z bezczelnem spojrzeniem, nie znamy wac i znać nie chcemy.
— Wasza mość, to nasz młody pan, rzekł głos z tłumu.
— Kto tam śmiał pysk otworzyć? rzekł groźnie isprawnik: jaki pan? Pan wasz — Cyryl Piotrowicz Trojekurow... słyszycie durnie?
— A jakże! rzekł ten sam głos.
— Ależ to bunt! wrzasnął isprawnik. Hej, starosta, tutaj!
Starosta wystąpił.
— Znajdź natychmiast tego, kto ośmielił się ze mną rozmawiać, już ja jemu!...
Starosta zwrócił się do tłumu, pytając, kto mówił. Lecz wszyscy milczeli. Wkrótce w tylnych szeregach podniósł się szmer, wzmagał się i nagle zmienił się w straszliwe łkania. Isprawnik zniżył głos i chciał niby uspakajać... „Co tam patrzeć na niego, zawołała czeladź; dzieci, brać go!“ i tłum ruszył naprzód. Szabaszkin i członkowie sądu ziemskiego wpadli do sieni i zawarli drzwi za sobą. „Dzieci, brać się do nich“, zawołał ten sam głos i tłum zaczął napierać. „Stójcie, krzyknął Dubrowski: głupcy! coście wy? Gubicie i siebie i mnie; odejdźcie od domu i zostawcie mnie w spokoju. Nie bójce się, car miłościwy; będę go prosił, on nas nie skrzywdzi, wszyscyśmy jego dzieci, lecz jakże będzie mógł ujmować się za wami, gdy zaczniecie się buntować i rozbijać?“
Mowa młodego Dubrowskiego, jego dźwięczny głos i szlachetny wygląd wywarły pożądany wpływ.