Strona:PL Puszkin Aleksander - Czarny orzeł.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

otoczeniu całej wsi zanieśli trumnę na cmentarz. Trumnę spuszczono w grób; obecni rzucili na nią po garści piasku, dół zasypano, pokłoniono się mogile i koniec. Włodzimierz oddalił się pośpiesznie, wyprzedził wszystkich i zniknął w lesie kistenewskim.
Jegorowna zaprosiła w jego imieniu na stypę popa i cały orszak cerkiewny, zapowiadając, że młody pan nie będzie obecny. Ojciec Anisim, popadja Fiedotowna i djaczek udali się tedy piechotą do dworu, roztrząsając po drodze z Jegorowną dobrodziejstwa nieboszczyka i los, czekający jego następcę. (Przyjazd Trojekurowa i przyjęcie, okazane mu, były znane już całej okolicy i politycy tamtejsi zapowiadali ważne tego następstwa).
— Co będzie, to będzie, rzekła popadja, a jednak szkoda byłoby, gdyby Włodzimierz Andrzejowicz nie był naszym panem. Zuch, niema co mówić.
— A któżby mógł być naszym panem, jeśli nie on? — przerwała Jegorowna. Daremnie Cyryl Piotrowicz gorączkuje się — nie na słabego trafił; mój sokolik stanie sam za siebie, a da Bóg, że i szczęście go nie minie. Nędznie jak pies stchórzył Cyryl Piotrowicz, i podtulił ogon, gdy mój Griszka krzyknął mu: „Won, stary psie! Fora ze dwora!“
— Ach ty, Jegorowna; rzekł djaczek, prędzej zgodzę się zadrzeć z djabłem niż krzywo spojrzeć na Cyryla Piotrowicza. Gdy go ujrzysz — strach i groza!! a kark to sam jakoś zgina się, zgina...
— Głupstwo tam! powiedział pop, i Cyrylowi Piotrowczowi zaśpiewają Requiscat jak dziś Andrze-