Strona:PL Przybyszewski Stanisław - Synowie ziemi.djvu/033

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Och, nie, nie! Nie pozwolę się ani okłamywać, ani podchodzić.
    Jestem wyzwolony!
    Co cierpiało? Głupi, samczy instynkt, że opuściła go dla — smarkacza. Jego, Czerkaskiego dla — smarkacza. Ha! cóż robić? La femme de trente ans[1].
    Przyszedł do domu, położył się na sofie i powłóczył leniwie oczyma po ścianach.
    Na ścianach były porozwieszane sztychy, podług obrazów Goyi, odtwarzające sceny z sabatów czarownic.
    Tam, piekielna szatańska procesya, skłębiony chaos ludzi obojga płci, wszystkich stanów, każdego wieku. Kobiety napół nagie, z rozwianym włosem, w dzikich podskokach w epileptycznych kontorsjach, z nieludzko powykręcanymi członkami, z twarzami powykrzywianemi w dzikich rżeniach śmiechu, jęku, krzyku: bestya w człowieku uwolniła się z pęt, piekielna chuć sprzęgła się z pragnieniem krwi, rozpusta i obłęd podniecają się do najstraszniejszej ekstazy w deliryach bólu...
    Tam znowu, wielki pan ziemi, ojciec nędzarzy, zrozpaczonych, szukających, ojciec tych, co grzeszą, co wątpią, co się buntują, siedzi w wielkim majestacie na olbrzymim bloku skały, straszny, potworny. A u stóp jego, w skupieniu grozy i strachu, przykucnęła gromada ludzi, jego olbrzymia parafia, która ślepo jego rozkazom jest poddana.
    Siedzi dumny i wspaniały, bo on jest rzeczywistym władcą ziemi. On opanował mózg człowieka i państwo

    1. Przypis własny Wikiźródeł (franc.) Kobieta trzydziestoletnia.