Strona:PL Przybyszewski-Goście.djvu/008

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    STARZEC I. Bo było w nim czyste sumienie i szczęście i spokój.
    STARZEC II. A teraz?
    STARZEC I. Tam jakaś tajemnica na dnie się ukrywa. Jakaś straszna tajemnica. Mnie nie oszukają pozory, ani te ciągłe bale, ani ta sztuczna wesołość...
    STARZEC I. Co się tam na dnie kryć może? Jaka tajemnicza zbrodnia? Co?
    STARZEC II. Bo ja wiem? Zbrodnia — hm — wszystko jest zbrodnią — człowiek na to stworzony, by płodził zbrodnię.
    STARZEC I. Tak, tak, wszystko może być zbrodnią.
    STARZEC II. Życie samo, bo żyjesz kosztem innego.
    STARZEC I (zamyślony). Ożenisz się z kobietą, o której nie wiesz, czy cię kocha...
    STARZEC II. Przyjdzie dziecko na świat, którego wychować nie możesz...
    STARZEC I. Udusisz wstrętnego skąpca, którego pieniędzmi mógłbyś świat cały uszczęśliwić...
    STARZEC II. Przekroczysz prawo, które samo może być zbrodniczem...
    STARZEC I. Tak! to wszystko może być zbrodnią...

    Po chwili.

    STARZEC II. Nie wińmy ludzi — oni na to stworzeni, by zbrodnie płodzić, a wszystko może być zbrodnią... Ach! ludzie tacy biedni, tacy biedni...