Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak tam się orzeł dziwnie wojsku nadał —
Są bowiem rzeczy, mimo ludzkie zdanie,
Do których rozum nie dorobi kluczy,
Których człek prosty na wojnie się uczy;
A całe wojsko patrzało tam na nie —
Król szedł na Kraków i Tarnowskie góry,
I chyba tylko z Pańskich Świętych który
Tak się gotuje przed swojém męczeństwem,
Jak się gotował król przed tém zwycięstwem.

„Procesyą obszedł Krakowskie kościoły,
I czynił śluby i wota w szczodrości,
I stare progi Jagiellońskiéj szkoły
Jak wierny uczeń odwiedzał w miłości,
I adoracyą serdeczną oddawszy
Relikwiom Świętych Patronów Korony,
Szedł na wyprawę jak Król najłaskawszy,
I w łasce Bożéj mocarz namaszczony,
A w pochód biły mu Krakowskie dzwony.

„Choć był jak rycérz dzielnością przejęty,
Choć taką wiarę miał i nabożeństwo
Do matki Boskiéj i do Trójcy Świętéj,
Nie ufał sobie, czy mu da zwycięztwo...
Otóż zwyciężył — bo go daje temu
Pan — co nie sobie, ale ufa Jemu...

„Już na Morawach zabiegł drogę Panu
Prymas Węgierski, Arcybiskup Granu,
I za przymierze dziękował życzliwie,
I podjął w drodze Króla miłościwie.

„Aż tu o świcie przygoda nielada:
Podług pogłoski niedalekie wrogi,