Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz co się z nimi stać już mogło daléj:
Czy powrócili słysząc o przygodzie?
Czy na przewozie czekają przy wodzie?
Czy do Malinek może dojechali?
Nie mogłem zgadnąć — i tém większa trwoga
Zbiérała serce, czém bliżéj już było,
I zaklinałem: Jedź! przez rany Boga —
Bo mi coś serce nie dobrze wróżyło.

„W tém odgłos dzwonów odezwał się głucho,
I śpiew żałobny uderzył me ucho;
Wpadam na groble — a tu tłum narodu,
Chorągwi, światła i czarny krzyż z przodu —
Straszliwa chmura kruków i gawronów
Zaćmiła niebo, zgłuszyła śpiew chóru,
I nawet odgłos tych żałobnych dzwonów...
A tutaj trumnę wynoszą ze dworu:
W oczach i w duszy zrobiło się ciemno!
Co to? kto umarł? Co to? Wielki Boże!
A z grobli wszystko pierzchnęło przedemną:
„Upiór! topielec! ratuj się kto może!”
I pierzchli w strony, a przedemną przodem
Leciało ptastwo czarnym korowodem.
„Upiór! topielec!” jeden głos do koła,
A czarne ptastwo straszną chmurą kraczy;
Więc pędzę groblą, co koń wyrwać zdoła,
I zrozumiałem, co to wszystko znaczy,
I bies mnie w kleszcze pochwycił rozpaczy.

„Śpiewy ucichły koło bramy staréj,
I wszystko pierzchło, i stanęły mary —
Skoczyłem z wozu, i oko nie wierzy —
Trumna otwarta — w trumnie Anna leży....