Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I rzekła Panu: „Widzę, że Bóg wielki,
Co w pieczy swojéj i siéroty chowa,
Czuwać nad domem wdowy nie przestaje,
Gdy opiekunów takich Annie daje;
To niech się dzieje wola Jego święta,
Niech Anna przyjdzie.”

„Weszła Anna w bieli,
Jako na ziemię zstępują Anieli,
Jakoby z nieba prosto była wzięta....
A matka rzekła:

„Anno! ojciec w grobie,
Pan Hetman, Anno! chce być ojcem tobie,
I o twym losie wraz ze mną stanowi,
I oddasz rękę Panu Mohortowi.”

„Zadrżała Anna, i jak lilija zbladła,
I do nóg matki na kobiercu padła.

„Potém Pan Wojski pannie błogosławił,
A potém Hetman, — i stała rumiana —
A Hetman rzecze: „Gdy tak Pan Bóg sprawił,
To nim po wieniec schylimy kolana,
I łaskę domu zdołamy zawdzięczyć,
Niech wolno będzie nam pannę zaręczyć.”

„Anno! daj pierścień na wieczyste śluby,”
Rzekła jéj matka, — a twarz mojéj lubéj
Jakieś niebieskie okrasiły wdzięki,
I po raz piérwszy dotknąłem jéj ręki,
A kiedym pierścień na rękę jéj wkładał,
To biło serce, że aż pancerz gadał.