Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Były armatki, moździerze, i prochy,
I dość żywności i niepróżne lochy.

„O samym brzasku przybył pan Łukowski,
Co zebrał szlachtę, i wprędce uzbroił;
A więc tym strojem przy pomocy Boskiéj
Poczt nasz do razu prawie się podwoił.

„Otóż zatknąłem sztandar w dobréj wierze,
O wschodzie słońca, na owéj wieżycy,
I otrąbiłem pieśń Boga-Rodzicy.
Jako sodalis rycérskie pacierze
Zmówiłem razem z klasztorną załogą,
I sam na bramie wziąłem stanowisko.

„Patrzę — aż jadą jacyś ludzie drogą...
Gdy podjechali już pod mury blizko,
Kazałem spytać czego im potrzeba;
A oni rzekli — „i soli i chleba!”
Więc jakieś posły — kazałem otworzyć,
Zawiązać oczy, i wziąść w furtkę ciemną;
Z razu się jęli niby trochę trwożyć;
Lecz gdy sam na sam ujrzeli się ze mną,
Nabrali serca, i mówią mi w oczy:
Że się krew lacka po ich nożu toczy,
Że się ksiądz rektor ma w obozie sprawić,
I wsystko srébro i miody dostawić;
A gdyby w murach znalazł się Lach jaki,
To naprzód oddać ma wojenne znaki,
I z niemi pieszo iść do Atamana;
Inaczéj licho z monasterem będzie,
I nie dostoi już do jutra rana,
Bo hajdamaki wzięli górę wszędzie.