Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A więc podumał — „I on się gotuje;
Patrz Wasze, zgadłem, i koń drogę czuje....”

I gdy pachołek konie pokulbaczył,
Na przełaj stepem ruszyliśmy oba,
Ale Pan Mohort przemówić nie raczył,
Tak czarna serce zjęła mu żałoba:
I tylko milcząc w świat poglądał czasem,
Lub wstrzymał trochę konia przy mogile,
Albo zsiadł z konia i wytchnął na chwilę,
Gdyśmy stanęli pod strażniczym lasem.

Kiedy nareszcie błysnął nam z daleka
Krzyż monastéru, śród świętego gaju,
Rzekł: — „Czy wiesz Wasze, co to Waści czeka?
Będziesz za świadka — po starym zwyczaju;
Trzeba zakończyć poczciwie i ładnie,
Jak Bóg przykazał, to ziemskie kaléctwo;
Więc baczność, pamięć Waści mieć wypadnie,
Bo może przyjdzie kiedyś dać świadectwo.”

I jakoż ledwo że stanął w klasztorze,
Kazał przywołać z monastéru dziada,
I Łukowskiego bliskiego sąsiada,
Co od pół wieka siedział na futorze,
I razem poszli do lochów cerkiewnych.
I szmer się rozszedł, że Mohort te kraje
Pewno już rzuci, kiedy skarby zdaje,
Gdy wziął do lochów takich łudzi pewnych.

Mnie kazał spisać wszystko co miał w celi,
A własną ręką dodał już, co komu...
Potém z Łukowskim obaśmy musieli
Stwierdzić kodycyl — a potém do domu