Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A to się działo co pan Mohort każe,
Bo stał przy Bogu i brał rzeczy nago,
Ztąd stało wszystko tam jego powagą.
I gdy Król pytał: — „A cóż się tam dzieje?
Jakiż od Dniepru duch tam teraz wieje?”
To zawsze wyszedł z partyi ukraińskiéj
Na wierzch Pan Mohort i Pan Madaliński;
Lecz wypadało to w końcu odmienić:
Czego zgnieść trudno, to trzeba pocenić.
— Weźmy Mohorta tutaj do Warszawy,
A jakoś pójdą ukraińskie sprawy —
Lecz Pan Branicki im na to powiada:
„Weźmy Mohorta bardzo piękna rada,
Ale ja wątpię czy się to powiedzie,
On służbę rzuci, a tu nie przyjedzie,
I cała partya tylko się oburzy,
Bo Mohort służy, jako nikt nie służy.
Takich jak Mohort nie wielu naliczym;
Jeźli nie służbą, nie ujmiem go niczém!”

A pod te czasy przybył do Warszawy
Był Książę Józef, co się z Kińskiéj rodził,
I zagranicą długo do szkół chodził,
I nabył nawet już wojskowéj wprawy,
Bo Regimentem Cesarskim dowodził;
Ale że z rodu był w pół cudzoziemiec,
Że nie znał kraju, i nie miał zacięcia,
Ztąd nie miał w wojsku ni w narodzie wzięcia,
I pospolicie był zwan: Książę niemiec.
Król się tém strapił, bo go umiał cenić,
Więc wypadało coś jakoś odmienić,
I dać mu jakąś sankcyą osobliwą.
Tu Pan Ogiński wpadł na myśl szczęśliwą
Wezwać Mohorta i oddać mu księcia: