Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przedewszystkiem cześć grobom! —
Tu pod tym kamieniem leży ostatnie półtora wieku — olbrzymie zwłoki! —
Kto nad niemi nie pomodli się, ten jak niegodny, niepoświęcony, wchodzi do całéj przeszłości.
(Król Zamczyska).
„Próżno się na polu wadzisz,
Jeźli doma nie uradzisz.“

Tak mawiali z praktyki niegdyś nasi starzy,
A i dzisiaj to ważne, co się dobrze zważy.
Co innego Mosanie i dom i rodzina,
I przy domu okazya i w ziemi gościna; —
A inaczéj znów szlachta za barki się wodzi,
Kiedy sprawa w Narodzie o publikę chodzi.

Bo publika jak wolność, takie wielkie słowo!
W niej umiano, jak w arce, wszelką świętość złożyć;
I byle nie potrzeba sumieniem nałożyć,
To nie żal za nią człeku nałożyć i głową.
Publika a prywata, to niby noc do dnia.
To jak ogień i woda, jak cnota i zbrodnia.
Lecz nie dano tam bardzo uwięznąć w prywacie,
Bo jeżeliś zatwardział w sercu panie bracie,
Toś chyba już przesiedział całe życie w domu,
I oka nie pokazał na świecie nikomu —
Bo na co kto zasłużył, płacono za domem;
I nic nie zasłoniło w publice przed sromem
Samoluba, kosterę, kutwę i pieniacza,
I każdy dla się znalazł od prawdy rębacza.