Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Znał to wszystko Ksiądz Biskup i na wpływ swój liczył,
Znał jaki afekt w ziemi rodzinnéj dziedziczył,
Znał, że chętnie mu każdy rękę w sprawie poda,
Ale wiedział i o tém, że prawdziwa zgoda
Nie dojdzie między szlachtą jak żywo bez paktu,
Bez bardzo solennego i jawnego aktu.

Przed wszystkiém wypadało odroczyć tę zgodę.
Wyjechał więc odwiedzić Biskupów Przemyskich,
I obiecał z powrotem być i w stronach Liskich,
I w jego rezydencyi zwiedzić Wojewodę.

Jakoż przerzadło gości z odjazdem Biskupa;
Z Podkomorzym ruszyła szlachty jedna kupa
Na koniach i przez działy do Sanoka prosto,
A drudzy na Dobromil ruszyli z Starostą.

Pan Mniszech wziął za żonę córkę Wojewody,
A z Ossolińską razem jego partyę dworską,
Osłabiło to bardzo partyę Podkomorską,
A tém trudniéj o tryumf, tém daléj do zgody,
Że jéj sprawy odstąpił człek dzielny i gracki
De jure et de corda — Pan Sędzia Chojnacki.

Jak się bowiem zerwała owa zgoda stara,
Zaciężyło to jemu jakby jaka kara;
A gdy z sejmiku przyszło wrócić raz i drugi,
Nie sprawiwszy niczego, to osiadł już w domu.
Usunął się od rady i wszelkiéj usługi.
„Bo wstyd, mówił, już spojrzyć nawet w oczy komu,
Kiedy was Sieniawszczyzna nakryła czapkami,
To i sejmujcie sami i kłóćcie się sami! —
Z resztą téż i podagra już człeku dokucza,