Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz gdy imię Starosty wymówić się silił,
To choć sam się poprawiał, sam sobie przerywał,
Nigdy inaczéj MniszCHA, jak MniszKIEM nazywał.

Więc się gniéwał Starosta, brać Mniszcha za Mniszka!
„Ej mości Podkomorzy! to nie Cet i Liszka!
Tak na chybił i trafił ludzi chrzcić nie wolno!“
I miał to za złą wolę i sprawę swawolną.

Bo Mniszek, dobry szlachcic, ale téż nic więcéj!
Był chorążym Przemyskim, miał do stu tysięcy
Przeszło rocznéj intraty — więc pił i polował,
I dworzec w Kresowicach z pańska odbudował;
Ale gdzie mu do Mniszcha! Mniszchi to panowie,
Biskupi, Kasztelani, i Wojewodowie,
Rodzina co się w krzesłach tylko przesiadała,
I gdzieś od Wandalinów swój początek brała;
A drzewo tego domu, antenatów chmura!
I herb własny, a w herbie sławne: „pawie pióra“
Co to od ich pamiątki poszły w Polsce pawie,
Że dziś już w każdym dworze chowają się prawie.

A Pan Starosta Mniszech miał klucze i grody,
W prostej linii potomek Pana Wojewody Sandomiérskiego,
Korybut po kądzieli, a Carowa w rodzie,
A Wiszniowiec, to tylko, jak gdyby w odwodzie,
A jaki zamek w Laszkach!
Mniszek mu jak piłka!
Więc bardzo mu nie miłą była ta omyłka,
I często Pana Bala z téj racyi napadał;
A chociaż Podkomorzy nie raz mu się składał,
I protestował Bogiem w największéj pokorze,
Że to ani zła wola, ani żadna stronność,