Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że Drużbacka z swych rytmów szeroko sławiona,
Była z domem Krasickich związki połączona,
I znała dawniéj Ksienię niż poetów Książę;
A z Drużbackiéj czasami wspomnienie się wiąże
Wielkiego Konarskiego, co w dziejach zasłynął,
I z téj ziemi Sanockiéj, jak z orlego gniazda,
By fenix odrodzony w Ojczyźnie wypłynął,
I zaświécił na niebie jako Boża gwiazda.
I mało kto pamięta — że on tu siady wiał,
I że z młodym poetą w tym cieniu rozmawiał;
I mało kto pamięta, że tu się zabawiał
I Franciszek Karpiński, co tu także bywał,
I pod cieniem téj Ksieni Leonorze śpiéwał....
A gdzie tyle miłości martwe drzewa miały.
Jakże dopiéro serca tam się wyléwały!

Kiedy Biskup Warmieński do Dubiecka zjechał,
I do Sanockiéj ziemi wdzięcznie się uśmiéchał,
Wieść ta i wszystkie serca i dwory zaległa,
I w całém województwie nagle się rozbiegła;
Bo to, odkąd w Sanockiém San wywinął węża,
Nie było sławniejszego z téj ziemi już męża.
A do tego dygnitarz w duchownym Senacie!
Więc każdy sobie mówił: — „Jedźmy Panie Bracie,
Bo to zaszczyt Ojczyzny, ziemi naszéj chwała,
A niechże zna i Rzesza i Korona cała,
Że umiemy to poczcić, co światu poczciwe,
I umiemy to kochać, co jest miłościwe!“

Więc viritim téż szlachta na konia usiadła,
I jak gdyby na sejmik do Dubiecka spadła.

Gęsta ręka Mosanie! Stawaj gdzie kto może....
Kto domowi był bliższym, mieścił się we dworze,