Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie pomogła i żona i topił się w trunku.
Bo i jakże się bronić w sprawie tak dotkliwéj,
Wystąpże tu przed światem, i mów żeś poczciwy,
Jak gdyby cię nikt nie znał, jak gdybyś spadł z nieba,
Jak gdybyś z ludźmi razem nie był jadał chleba?

Cóż Wasze na to powiesz? ot znalazł się taki,
Ni znany, ni proszony, co wpadł na poszlaki,
I po nitce do kłębka, póty jeździł, pytał,
Aż gdzieś i wszystkie akta i świadków pochwytał,
I grosza i fatygi i zdrowia nie skąpił,
Aż z jasnémi jak słońce dowody wystąpił
W obronie niewinności, i ciął jak bałatem,
I cnotę pognębioną oczyścił przed światem.
Ty chcesz mu do nóg upaść, a on gdzieś już w domu,
I nie było już nawet podziękować komu....

Jeżeli cześć się w życiu oddawała cnocie,
To nieszczęście poczczono w wdowie i sierocie.
„Wdowa!” To słowo było pobudką czułości,
I jak we łzach się zléwa żal wszystkich żałości,
Tak w tym słowie leżała serdeczna wymowa,
I było to zaklęciem, gdy kto wyrzekł „Wdowa!”
Wdowie w pomoc pośpieszyć — nie było zasługą,
Bo z jéj błogosławieństwem biegło szczęście strugą,
Ale wdowę ucisnąć, to więcéj niż zbrodnia,
I już za życia w sercu piekielna pochodnia.

Tak samo téż wierzono, że gdzie jest siérota,
Tam chleba nie zabraknie, choć nie będzie złota.
I takiemu domowi Pan Bóg błogosławi,
Go siérotę ode drzwi swoich nie odprawi,
Lecz do serca przytuli, podjąwszy od proga,
I nauczy miłości i bojaźni Boga!