Strona:PL Platon - Obrona Sokratesa.pdf/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


przed sądem? Abyś bowiem przekonać zdołał kogo, mającego w głowie choć kroplę zdrowego rozsądku, że nie koniecznie jeden i ten sam człowiek z wiarą w rzeczy bóstwowe łączyć musi i wiarę w rzeczy boskie, i że ten sam znowu człowiek nie wierzy ani w bóstwa, ani w bogów, ani w półbogów, — czyste to już niepodobieństwo!
16. Zresztą, Ateńczycy, że-m ja nie winien zbrodni, o którą mnie oskarża Meletos, na to, zdaje mi się, nie bardzo szerokiej potrzeba obrony, — dość będzie i tego! Co-m wam wszakże już i poprzednio powiedział, że przeciwko mnie wre zawzięta nienawiść, że ona mnóstwo opanowała ludzi, bądźcie przekonani, że szczerą to jest prawdą. To mnie też właśnie i zgubi, jeśli zgubi istotnie: nie Meletos i nie Aniytos, ale potwarze i zawiść licznej rzeszy.... Zgubiły one już wielu szlachetnych ludzi i, sądzę, zgubią jeszcze w przyszłości: niemasz obaway, aby się to na mnie skończyło.
Tu mógłby mi może wystąpić kto z zarzutem: „Jakże się ty nie wstydzisz, Sokratesie, żeś się poświęcił takiemu zajęciu, w skutek którego obecnie znajdujesz się w niebezpieczeństwie, grożącem ci śmiercią?”
Dla takiego jednak słuszną miałbym odpowiedź. „Mylisz się — rzekłbym mu — człowiecze, jeśli sądzisz, iż godzi się człowiekowi, choćby nawet maluczko pożytecznemu, ważyć niebezpieczeństwo życia lub śmierci, a nie na to tylko baczyć, ilekroć coś czyni, czy postępuje sprawiedliwie, czy niesprawiedliwie,