Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Matulu! Pan Bóg mi da w niebie prawdziwe skrzypki?
— Da ci, synku, da! — odrzekła matka; ale nie mogła dłużej mówić, bo nagle z jéj twardéj piersi buchnęła wzbierająca żałość, więc jęknąwszy tylko: „O, Jezu! Jezu! padła twarzą na skrzynię i zaczęła ryczeć, jakby straciła rozum, albo jak człowiek co widzi, że od śmierci nie wydrze swego kochania...
Jakoż nie wydarła go, bo gdy podniósłszy się znowu spojrzała na dziecko, oczy małego grajka były otwarte wprawdzie, ale nieruchome, twarz zaś poważna bardzo, mroczna i stężała. Promień słoneczny odszedł także...
Pokój ci Janku!


∗             ∗

Nazajutrz powrócili państwo do dworu z Włoch, wraz z panną i kawalerem co się o nią starał. Kawaler mówił:
Quel beau pays que l’Italie.[1]
— I co to za lud artystów. On est heureux de chercher la-bas des talents et de les protéger...[2] — dodała panna.
Nad Jankiem szumiały brzozy...





  1. Przypis własny Wikiźródeł Jakiż to piękny kraj, te Włochy.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Szukanie tam talentów i ich wspieranie — ile daje to szczęścia...