Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zdjęła z siebie chustę, zdjęła przyjaciółkę, fartuch, rozebrała się prawie do koszuli i okutała dziecko; potém ujrzawszy w pobliżu brzozę płaczącą, przyczołgała się do niéj prawie na czworakach i złożywszy pod gęstwiną dziecko, sama upadła obok niego.
— Boże! przyjm duszę moję! — wyszeptała zcicha.
I zamknęła oczy.
Burza szalała jeszcze przez czas jakiś, nakoniec opadła. Ale zrobiło się już ciemno; przez przerwy chmur poczęły połyskiwać gwiazdy. Pod brzozą bieliła się nieruchoma ciągle postać Rzepowéj.
— Nau! — rozległ się jakiś głos w ciemnościach.
Po chwili, zdaleka dał się słyszeć turkot wozu i chlapanie nóg końskich po kałużach.
To Herszek, pachciarz z Wrzeciądzy, sprzedawszy w Osłowicach gęsi, wracał na noc do domu.
Ujrzawszy Rzepową, zlazł z woza.