Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


koniec przerzedziło się jakoś, a wreszcie i nikogo nie stało. Urzędnik siadł za stołem i zaczął pisać. Wtedy Rzepowa ośmieliła się odezwać:
— Pochwalony Jezus Chrystus!...
— Czego tam?
— Jaśnie naczelniku!...
— Tu jest kassa.
— Jaśnie naczelniku!...
— Tu jest kassa, mówię wam.
— A kaj naczelnik?
Urzędnik pokazał drugim końcem pióra na drzwi.
— Tam.
Rzepowa wyszła znowu na korytarz. Tam? ba! ale gdzie? Drzwi wszędzie co niemiara, w które tu pójść? Nareszcie widzi, że między rozmaitemi ludźmi, którzy chodzą to w tę, to w tamtą stronę, stoi chłop z biczem w ręku, więc zaraz do niego.
— Ojcze?
— A czego chceta?
— Zkądeście?
— Z Wieprzowisk, abo co?
— Kaj tu naczelnik?
— Czy ja wiem.
Potém spytała jeszcze jakiegoś ze złotemi guzikami, ale nie we fraku i z dziurami na łokciach; ten nie chciał jéj nawet słuchać, odpowiedział tylko:
— Nie mam czasu.
Rzepowa znów weszła w pierwsze lepsze drzwi, nie wiedziała biédaczka, że na tych drzwiach stał napis: „Osobom nienależącym do składu urzędu, wchodzić niewolno.“ Ona do składu urzędu nie należała; napisu, jak się rzekło, nie widziała.