Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale Rzepa kładzie rubla na stół i odzywa się pokornie:
— Jelemożny pisarzu! a to ja przyszedłem wedle... téj branki.
— Won! won! won! — krzyknie na to Zołzikiewicz, w którego nagle duch wstąpił.
I wpadłszy w wściekłość, zrywa się do Rzepy, ale w téj chwili w karlistowskiéj ranie zabolało go srodze, pada więc znowu na poduszki, wydając tylko przygłuszone jęki:
— Oj, jej!