Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A! skoro myślicie, że się wam wróci, to czegóż żałować? Ale wy na swoje wójtostwo tak bardzo nie liczcie. Jeszcze na was wszystkiego nie wiedzą, ale żeby tylko wiedzieli to, co ja wiem...
Dyć pan kancelaryjnego więcéj bierze jak ja.
— Nie o kancelaryjném téż mówię, ale o trochę dawniejszych czasach...
— A nie boję się! Co mi kazali tom robił.
— No! będziecie się tłómaczyć gdzieindziéj.
To rzekłszy, pan pisarz wziął za zieloną kortową w kraty czapkę i wyszedł z kancelaryi. Słońce już było bardzo nizko; ludzie wracali z pola. Więc naprzód pan pisarz spotkał pięciu kosiarzy, z kosami na plecach, którzy pokłonili mu się mówiąc: „pochwalony;“ ale pan pisarz kiwnął im tylko wypomadowaną głową a zasię: „na wieki“ nie odpowiedział, bo sądził, że człowiekowi z edukacyą, to nie wypada. Że pan Zołzikiewicz miał edukacyą, o tém wiedzieli wszyscy, a wątpić mogli chyba ludzie złośliwi i w ogóle źle myślący, którym każda osobistość, wyrastająca głową nad zwykły poziom, zaraz solą w oku siedzi i spać spokojnie nie daje.
Gdybyśmy mieli, jak się należy, biografie wszystkich naszych znakomitych ludzi, w biografii tego niepospolitego człowieka czytalibyśmy, że pierwsze nauki pobierał w Osłowicach, stołeczném mieście powiatu Osłowickiego, w którymto powiecie leżała i Barania-Głowa. W siedmnastym roku życia doszedł już młodociany Zołzikiewicz do klassy drugiéj, a byłby również wcześnie doszedł wyżéj, gdyby nie to, że nagle nastały burzliwe czasy, które raz na zawsze przerwały jego ściśle naukową karyerę. Uniesiony zwykłym mło-